wtorek, 22 lutego 2011

Moby-Dick

Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się pogodnie, ale też nie zapowiadał tego, co wydarzyło się w okolicach tutejszego południa. Całkiem nieopodal, bo na Nowej Zelandii, do której się przecież wybieram już za 5 dni, miało miejsce trzęsienie ziemi. Skala jego to 6,3 stopnia Richtera, a pochłonęło ono na obecną chwilę ponad 60 potwierdzonych istnień ludzkich. Jest to kolejny kataklizm, który w ostatnich miesiącach nawiedza niestety ten rejon świata. W obliczu tej tragedii na bieżąco śledzę więc sytuację i czekam, co będzie dalej. Póki co, niepokojące jest również to, że na dziś wstrzymano wszystkie loty do Nowej Zelandii, rezerwując przestrzeń lotniczą dla specjalistycznych maszyn i potrzeb ratowniczych.

Pierwotnym wydarzeniem dnia miało być natomiast wyjątkowe i bardzo spektakularne zawinięcie do Sydney jednocześnie dwóch wielkich statków: pierwszego rejsowego „Queen Elizabeth” i drugiego liniowego „Queen Mary 2”. De facto w kategorii statków pasażerskich ten drugi jako liniowiec (statek wykonujący regularne rejsy, w tym wypadku głównie na trasie transatlantyckiej) jest największą tego typu jednostką na świecie przy ponad 3 000 zabieranych pasażerów. „Queen Elizabeth, mimo że nowsza – bo nie obchodziła jeszcze rocznicy swojego dziewiczego rejsu, jest pod tym względem nico mniejsza z maksymalną ilością nieco ponad 2 500 miejsc pasażerskich. Obydwa statki jednak, dla porządku rzeczy i pełnego obrazu w kategorii generalnej statków pasażerskich nie umywają się do aktualnego rekordzisty – kolosa pływającego po Karaibach: „Oasis of the Seas”, który potrafi jednorazowo zabrać nawet 6 000 samych pasażerów!!!

Jeden zacumował w głównym międzynarodowym porcie w pobliżu samego Harbour Bridge, drugi z oczywistych względów braku miejsca, wpłynął do wcześniejszej zatoki na teren przystani wojskowej marynarki wojennej Australii. W dosyć niekorzystnych warunków kompletnie zachmurzonego nieba i siąpiącej mżawki można było jednak bez problemu dostrzec ogrom konstrukcji i potęgę maszyn, szczególnie kiedy koniecznym było udanie się na przeciwległy brzeg zatoki skąd ledwo można było objąć cały statek kadrem aparatu.



Miała być zapowiadana krótka przerwa – więc oto była… Tymczasem jutro, zgodnie z harmonogramem, część druga wielkiej opowieści głównie o niewiarygodnie odizolowanym i dzikim interiorze kontynentu. Pojutrze wszystko na to wskazuje, w końcu będzie okazja wybrać się na, wspomnianą na samym początku, kultową dla Sydney plażę – Bondi. Do jutra!

2 komentarze:

  1. hej czemu nie ma filmu na yt z Mary i Elizabeth?????

    oburzona czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  2. Żyjesz!!!!! :)
    A tak na serio, gdzie się nie wybierasz to kataklizmy - powodzie, huragany, trzęsienia ziemi. Trochę wyrozumiałości dla biednych mieszkańców globu ;).

    OdpowiedzUsuń