Jutro o tej porze zamierzam być już w mieście Jindabyne ponad 450km od Sydney, nieopodal najwyżej położonego punktu Australii i jakże bliskiego sercu każdego Polaka – górą Kościuszko (2 228 m.n.p.m.). Dziś tymczasem miałem do załatwienia bardziej przyziemne i zdecydowanie mniej wzniosłe sprawy.
W ostatniej chwili przyszło mi wyjaśnić jakiś błąd, który miała wypożyczalnia samochodów, kiedy nagle wczoraj przysłali mi maila mówiącego, że procedura „Pre-check In” jest niekompletna. Prosili o wypełnienie jej online i podesłali linka – niedziałającego! Było to dziwne, bo już trzy tygodnie temu kiedy pisałem o zarezerwowaniu samochodu, od razu papierowo wypełniłem odpowiedni formularz. Wysłałem więc maila z prośba o wyjaśnienie, brak odpowiedzi. Dzisiaj ponowiłem zapytanie o co chodzi i dlaczego link nie działa…?! Długo, długo nic, ale ostatecznie późnym popołudniem przyszedł mail, że wszystko jest jednak poprawnie – uuufff ich pomyłka. Całe szczęście!
Natomiast jutro o dziesiątej rano nareszcie odbieram mój samochodzik. Nie jest to demon szybkości, jest za to solidnie wyposażony w powiedziałbym wręcz luksusowy sprzęt idealny na tzw. outbackack m. in. kuchenka gazowa, lodóweczka, zlew i zbiornik wodny… a do tego komfortowe podwójne rozkładane „łoże” z nastrojowym odtwarzaczem DVD/CD/radio. Wszystko w opakowaniu „Toyota” jak na załączonym obrazku (http://www.jucy.com.au/vehicles/jucy-crib-2-berth.aspx).
Drugim niezbędnym elementem było jedzonko. Godzinne zakupy w bardzo tu popularnym supermarkecie Woolworths pozwoliły oczywiście zoptymalizować mój asortyment produktowy w relacji ilości do ceny. Spostrzegawcza pani na kasie od razu zmierzyła mnie wzrokiem i widząc koszyk wypełniony po brzegi produktami marki „Home Brand” (coś jak nasze produkty „Tesco”) przy pierwszej sposobności wypytała, co to za wycieczka się szykuje?! Pani w kolejce za mną wciąż tylko przysłuchiwała się opowieści - kiedy nie wiem, czy z wrażenia czy może po prostu ze zmęczenia pani kasjerka zaczęła zdejmować buty… Ostatecznie wyjechałem jednak wózkiem ze sklepu do domu.
Tak tak „wózkiem do domu”, bo bynajmniej nie jest to tutaj rodzajem kradzieży mienia. Wszyscy bez samochodu, po zakupach – a każdy robi tu je solidne zazwyczaj – zwyczajnie wyjeżdżają ze sklepu wózkami i czasem przez pół miasta pchają je do domu! Następnie wszystko jest wypakowywane do mieszkania, a wózek odstawiany przed dom, bramę garażową itp. Specjalny samochód ze sklepu objeżdża wieczorkiem miasto i zbiera najnormalniej w świecie wózki z ulicy :-D …I gdzie to te czasy kiedy człowiek pozbawiony zmotoryzowanego środka lokomocji musiał np. pod osłoną nocy na piątym biegu najpierw pędzić co sił w nogach z wózeczkiem z M1 przez Radzymińską do Marek, a potem jeszcze wydłubywał w pocie czoła z niego te ostatnie 2 zeta, żeby móc autobusem do szkoły i jako tako cywilizowanego miasta dojechać na następny dzień ;-)
Na koniec jest też potencjalnie gorsza wiadomość techniczna… Może się okazać tak, że w związku z brakiem bieżącego dostępu do Internetu, prądu, sieci GSM, a czasem i cywilizacji – w najbliższych dniach/tygodniach, częstotliwość postów może radykalnie zmaleć. Zachęcam jednak do wytrwałości i czujności jednak, bo nic z tego czasu nie zginie i w najgorszym razie pojawi się w opóźnieniem, ale za to w wyjątkowym wysypie za trzy tygodnie maksymalnie (wariant skrajnie pesymistyczny). Wariant realistyczny jest taki, że na pewno jeśli na horyzoncie pojawi się jakakolwiek szansa technologiczna, zostanie ona wykorzystana w sposób maksymalny. Może będzie to pełny post tutaj, jeśli nie to przynajmniej wpis na Facebooku, że np. uprasza się o wstrzymanie się z wzywaniem ekip ratunkowych, powinien się pojawić! Wariant optymistyczny jest tak nierealny, że nawet szkoda zaprzątać sobie nim głowę – szczególnie kiedy przede mną bezkresny i jakże potencjalnie odmienny świat się otwiera ;)
Tymczasem pozdrawiam Was serdeczne i do usłyszenia!


Dobra dobra, ale zapomniales napisac co sie stalo z Twoja fryzura?? Zalozyles sie z kims o cos??
OdpowiedzUsuńM.
Machy, przecież ja widziałem Twoje ostatnie zdjęcia!! ...i to mnie przekonało by jednak strategicznie wyjść od stanu minimalnego, tak aby osiągną optymalny na koniec i uniknąć opcji afro :)
OdpowiedzUsuń... fajna opcja z tymi wózkami
OdpowiedzUsuńjedzenie masz, toksyczne napoje czy co to tam jest też widzę, a karnister z paliwem masz ?
...jeszcze jedno - napisz chociaż czy żyjesz coby się niektórzy na śmierć nie zamartwili :-)
OdpowiedzUsuńcalkiem komfortowy ten samochodzik. pamietaj tylko po ktorej stronie sie jezdzi ;-D
OdpowiedzUsuńm.
...Kinga, nie ma pewniejszej metody niż dozór bezpośredni - aby mieć całkowitą pewność i spokój sumienia!
OdpowiedzUsuńGary -
OdpowiedzUsuńAle fajna bryczka. Słuchaj - 134 KM - nawet jak na takiego klocka - to chyba nie jeździ się źle!. Ciekawe, że tankuje się 91 oktanowy płyn. I ciekawe, że tam remontują samochody (bo jak inaczej mam rozumieć, że samochód rocznik 98/99, ale interior 08/10?)
pozdro!
Karwas
Jak ja odbieralem to miała 235 tys. Km na liczniku, to raptem tylko 35 wiecej niż obecnie ma mój (dokładnie dwa razy młodszy)!! A przecież teoretycznie tutaj to akurat możnaby nabić masę km... Pewnie jeden z tych majstrow przekrecil tez licznik w serwisie ;) Wnętrze faktycznie całkiem przytulne, naprawdę zainstalowane jest tam DVD nawet z mini ekranikiem coby sobie na dobranoc było co oglądać!
OdpowiedzUsuń